5 edycja – Enter Enea Festival , Poznań 2-3.06.2015 – relacja

Leszek Możdżer, Bromba i inni w Krainie Pieczątkowców ? czyli jak muzyką i słowem zahipnotyzować komary na jeziorem Strzeszyńskim.

_JUS7105
Enter Enea Festival – jest to prawdopodobnie jedyny festiwal o tak otwartej i niesprecyzowanej formule jaką jest w zasadzie gust i intuicja muzyczna dyrektora artystycznego Leszka Możdżera. Wybory jakich dokonuje, zapraszając wykonawców na festiwal, wydają się być zaskakujące jak komiks, Macieja Wojtyszki o tytule ?13 piórko Eufemii? z jakim miałam przyjemność się zetknąć. Nie bez powodu wspominam właśnie o tym, bo sam mistrz ceremonii obficie raczył nas cytatami i historyjkami z komiksu w odniesieniu do kolejnych wykonawców. Dlatego właśnie zanim zajmę się wyliczaniem festiwalowych atrakcji, streszczę  jego niecodzienną i magiczną fabułę o numerze porządkowym 5. Resztę oceńcie sami.
_JUS6727
Możdżer jest niesamowitym narratorem. Opowiada o zaproszonych gościach i swoim festiwalu, w sposób porywający i ciekawy. Uczestnicy z powodzeniem odkryli nad poznańskim jeziorem Strzeszyńskim dziurę kosmiczną, która jest tunelem do innego wszechświata. Na dwa dni przenieśliśmy się w nieznany wymiar.
Na ten ryzykowny krok decydują się co roku uczestnicy festiwalu, pod egidą wybitnego muzyka jazzowego. Wszystko opiera się na pełnym zaufaniu, bo tak, jak już przywołana przez pana Leszka Bromba ? jest on dyplomowanym specjalistą od mierzenia i warzenia. Kwintesencja smaku i właściwych proporcji jest z roku na rok przypieczętowana wypełnionymi ławkami melomanów gustujących w menu ENTER ENEA FESTIWALu.
_JUS6844
Podczas tegorocznej odsłony repertuar był naprawdę niezwykły. Do muzyki dołączyło słowo, i to na własnych zasadach.  Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zestawienie muzyki jazzowej ze spektaklem muzycznym o Powstaniu Warszawskim, w wykonaniu gwiazd polskiej sceny, oraz zamknięcie tego ?musicalem teatralnym? opartym na groteskowym tekście Tuwima, jest iście ryzykownym posunięciem, lecz ci, którzy tego doświadczyli ? zaprzeczą. Właśnie tak w skrócie przedstawiał się pierwszy dzień ENTERa.

_JUS6774
Wieczór rozpoczął Sorin Zlat Trio, którego liderem jest fortepianowy samouk, który rozpoczął przygodę z muzyką zaledwie 9 lat temu. Historie prawdziwe, melancholijne, o miłości, przemijaniu, po prostu o życiu, były jakby przekąską ? delikatną i pobudzającą apetyt.

_JUS6878
Nikt nie spodziewał się skali wrażeń w następnej pozycji menu festiwalowego. Bez zbędnych słów wrzucono nas ? słuchaczy, w wir okrucieństw i zaskakującej mocą formy przekazu – spektaklu.  Prawdziwą traumę przedstawioną w ?Pamiętniku z Powstania Warszawskiego odczuliśmy niemal dotykalnie, tak wybitnym i prawdziwym spektaklem był dramatycznie ?zagrany? przez Annę Marię Jopek, Adama Nowaka i Mateusza Pospieszalskiego, tekst Mirona Białoszewskiego, przy akompaniamencie kwartetu smyczkowego, chóru i wszystkich dotykających nas ?okoliczności? przyrody ? wiatru, zapadającego zmierzchu z granatowoczarnym niebem i wilgocią w powietrzu.
_JUS7513
Sprawca całego zamieszania , uwolnił nas od tej, zaplątanej, koszmarnej rzeczywistości zasiadając za fortepianem. Prawie jak z ?krainy Pieczątkowców?, wspomnianego komiksu Wojtyszki, jest tekst Tuwima.  Aktorzy wrocławskiego Teatru Capitol przy akompaniamencie Możdżera porywają nas na ?Bal w Operze?, który powstał w dwudziestoleciu międzywojennym, i jako satyryczny poemat bez cienia wstydu kpi z naszych narodowych przywar. Groteskowy tekst autora bezwzględnie rozprawia się z ponurą rzeczywistością, za pomocą nonszalancji wykonania i finezji słów, Przedstawienie dopełniała fenomenalnie podsycana a czasem ukryta za ekspresyjnymi i szalonymi popisami aktorskimi, muzyka fortepianu Możdżera.
_JUS7223
Wszystko oczywiście dobrze się kończy, bo każdy z bohaterów okazał się (w odpowiednim momencie festiwalu) niezbędny. Emocje wracają na swoje miejsca , by następnego dnia w pełni sił przybyć po dalsze wrażenia.

_JUS7606
Drugi dzień festiwalowej uczty był już bardziej ?tradycyjny?  ? jazzowy, wysublimowany i mniej kontrastowy.
_JUS7846
Ceremonię otworzyli Leszek Możdżer, wibrafonista Dominik Bukowski i smyczkowy Atom String Quartet.  Wszystko było jakby bardziej uporządkowane i bez karkołomnych zestawień stylistycznych. Muzycy w swoim kunszcie sięgnęli po klasykę jazzu i muzykę m.in. Witolda Lutosławskiego. Publiczność jakby mniej skoncentrowana i skupiona, jak to było poprzedniego wieczoru, z lubością oddawała się nieco mniej skomplikowanym treściom, płynącym ze sceny. Zresztą klimat udzielił się i muzykom, gdyż jeden z utworów został zagrany dla żony Bukowskiego, ?w podziękowaniu, za to, że  pozwala mu się zajmować takimi głupotami, jak granie na wibrafonie?.
_JUS7801

Potem już było tylko bardziej rasowo i jazzowo, w najlepszym tego słowa znaczeniu.  Nie jest to wcale zaskakujące, w przypadku Ambrose Akinmusire Quartet, którego liderem jest trębacz, zdobywający szlify u Steviego Colemana, Herbiego Hancocka czy Terensa Blancharda. Ten koncert oczarował nie tylko publiczność. Całe chmury latających wokół sceny komarów i z coraz większą intensywnością nad muzykami, zdawały się krążyć w rytm improwizowanych partii poszczególnych muzyków. Zahipnotyzowane kunsztem gry jazzmanów w ogóle nie kąsały. Zdawały się być specjalnie wyszkoloną i zaproszoną przez Możdżera delegacją świata przyrody.
_JUS8078

Zamknięcie festiwalu musiało być najmocniejszym punktem programu. Michael Wollny, Tamar Halperin i Hanno Busch w projekcie Wunderkammer , spełniło moje i myślę ze wszystkich zebranych oczekiwania.  Choć sam występ był mocno zagrożony, z powodu wpływu wilgotnego powierza na niezabezpieczony klawesyn Tamar, który odmówił posłuszeństwa. Ogromna pogoda ducha artystki pozwoliła nam cieszyć się pełnym koncertem , choć z nieco ryzykownym rozwiązaniem ? klawesyn został zastąpiony keyboardem.  Sceną owładnęły cudownej lekkości a zarazem drapieżności, dźwięki niezwykłego połączenia fortepianu Wollnego, gitary Buscha i keyboardu a?la ?klawesyn? Halperin.

_JUS8416
Historia Bromby należy do historii zawikłanych, pełnych zaskakujących niespodzianek i komplikacji. Jednym słowem, przypomina samą Brombę, tę najniezwyklejszą postać ze wszystkich postaci zwykłych i małych. Tak, jak festiwal , mały i zwykły, silny niespodziankami i skomplikowaniem ambitnego repertuaru, wywołuje w widzach nieodpartą deklarację uczestnictwa w kolejnych koncertach na skraju jeziora Strzeszyńskiego.

_JUS7117

tekst i zdjęcia : Justyna „justisza” Szadkowska

więcej zdjęć pod linkiem: http://fotojustisza.blogspot.com/

Zostaw komentarz