Ekskluzywny wywiad z Christopherem z Theriona

Wywiad z Christopherem Johnssonem (Therion)

Zgodnie z zapowiedzią, publikujemy wywiad z Christopherem Johnssonem, niezmordowanym liderem szwedzkiej grupy Therion. Z Chrisem udało mi się porozmawiać na kilka godzin przed koncertem w Krakowie. W sali konferencyjnej autobusu, którym zespół podróżuje na trasie (naprawdę mają coś takiego), muzyk ze skupieniem i zaangażowaniem odpowiadał na pytania. Okazał się też bardzo sympatycznym rozmówcą, chętnie dzielącym się swoimi przemyśleniami, nie tylko związanymi z muzyką. Zapraszam do lektury.

Igor Waniurski: Jak leci trasa?

 

Christopher Johnsson: Naprawdę dobrze. W niektórych miejscach graliśmy dla mniejszej publiczności, niż zwykle, ale takie mamy czasy. Nikt nie zarabia już pieniędzy na płytach, więc menadżerowie wysyłają wszystkie zespoły na trasę, a to trochę niszczy rynek koncertowy. Jednak myślę, że poszło nam naprawdę nieźle. Słyszę od kolegów, że odwołują występy z powodu słabej sprzedaży biletów, a nam udało się wyprzedać kilka koncertów. W Polsce idzie nam dobrze, jak zawsze. We Francji, sprzedaliśmy trochę mniej biletów niż kiedyś. Jedyny koncert, na który przyszło zdecydowanie mniej ludzi niż się spodziewałem to Niemcy, chociaż i tak było trzysta osób.

 

Czy któryś z dotychczasowych wieczorów był szczególny?

 

Paryż był fantastyczny! Praga i Zlin w Czechach były świetne. Właściwie wszystkie koncerty były świetne, może jedynie niemiecki taki sobie, ale tak jest zawsze w Niemczech…

 

Chris, czy jesteś fanem Edith Piaf?

 

Hmm, lubię różne stare, francuskie piosenki, ale słyszałem tylko kilka jej klasyków, w tej chwili nie pamiętam tytułów. Wolę późniejsze francuskie utwory. Pop zmieszany z chanson (francuskie określenie piosenki popularnej ? przyp. Aut.), czy muzykę yé-yé (francuska muzyka pop lat 60. – przyp. Aut.) lub też barokowy pop… takich artystów coverowaliśmy.

 

No właśnie, zastanawiałem się skąd pomysł świętowania dwudziestopięciolecia zespołu albumem z kowerami francuskich piosenek?

 

Myślałem o zrobieniu płyty z kowerami od wielu lat, chciałem wziąć na warsztat stare piosenki i zrobić z nich utwory Theriona. Nagle uzmysłowiłem sobie, że połowa albumu to francuskie kawałki, więc może zrobimy wszystko po francusku (śmiech)? Wtedy wpadłem na pomysł, aby uczynić z tego projekt artystyczny.

 

Słyszałem trzy utwory z nowej płyty, te, które umieściliście na youtube, dopiero dziś chcę kupić pełen album…

 

Dam ci egzemplarz… Nie wysyłaliśmy ich wcześniej, bo chcieliśmy, by dziennikarze zdobyli go w taki sposób, w jaki trafia do fanów. Chcieliśmy też, byście dostali ostateczną wersję płyty, a nie jakieś paskudne promo w kartoniku, czy wersję cyfrową. Postanowiliśmy dać wam fajny digipack. To założenie ma swoje plusy i minusy, ale chcemy by dziennikarze byli w tej samej pozycji co fani. To trochę powrót do korzen… Dużo z tych francuskich utworów jest słabo znana, oprócz jakichś zapaleńców, którzy wysyłają sobie pliki mp3 z nimi. Przypomina to trochę dawne zjawisko tape tradeingu, trudno je dostać. Poza tym, dziennikarze muzyczni dostają miesięcznie koło 30-40 kompaktów, z których większość i tak jest gówniana. Chcieliśmy więc zrobić coś innego i wrócić do czasów, kiedy dziennikarze pisali o muzyce z pasji, byli częścią tego, wszystko tak jak fani. Do tego chciałem każdemu osobiście dać podpisany egzemplarz płyty.

Trzy utwory, które znam, brzmią bardzo w stylu Theriona, dlaczego więc Nuclear Blast (macierzysta wytwórnia kapeli ? przyp. aut.) nie zgodziła się na wydanie albumu? Śpiewaliście już wcześniej w innych językach niż angielski…

 

Nie spodobała im się muzyka, ale to nie problem, bo przecież nie lubili również albumu Theli (płyta, z którą zespół odniósł ogromny sukces w 1996 r. – przyp. Aut.), zresztą, nie muszą lubić, mają go sprzedać (śmiech). Główne powody były związane z prawami autorskimi. We Francji zawsze są z tym problemy. Musisz mieć pozwolenie na zrobienie koweru od każdej osoby, która napisała utwór. A na płycie jest szesnaście kawałków… no, piętnaście, bo jeden jest w dwóch wersjach; to jest mnóstwo roboty. Niektórzy z tych ludzi mają po 90 lat, mówią tylko po francusku, żyją gdzieś na wsi… Część już nie żyje, wtedy dzieci dziedziczą prawa autorskie, a kiedy się z nimi skontaktujesz, nie wiedzą co robić myślą, że zarobią na tym mnóstwo pieniędzy i tak dalej… Zaangażują się prawnicy i powstaje jebany cyrk, jak niekończący się koszmar. Powiedziałem więc wytwórni, że rozwiązaniem byłoby wydać album w USA i importować do Europy, odbyłoby to się na innej licencji. Jednak dla wytwórni okazało się to zbyt skomplikowane, chcieli sprawę załatwić tak jak dotychczasowe wydawnictwa. Nuclear Blast to duży label i nie chcą komplikować sobie działania. Poza tym, obawiali się, że fanom nie spodoba się album i chcieli wydać składankę best of... Czujesz? Kto do chuja chciałby kupić album składankowy? Szukaliśmy kompromisów, ale nikt tak naprawdę nie był zadowolony, stwierdziłem więc, że marnujemy tylko czas. Mamy naprawdę świetną relację z Nuclear Blast, której nie warto marnować. Powiedziałem im ? jeśli nie jesteście zainteresowani, to nie musicie go wydawać. W naszym kontrakcie jest zapis, że muszę napisać utwory samodzielne, by umowa obowiązywała, a to przecież są covery. Powiedziałem, że odkupię materiał i wydam go samodzielnie, wszyscy będą wtedy szczęśliwi. Odpowiedzieli, że to ich zadowala. Mogłem pójść z tym do innego wydawcy, ale to nie byłoby w porządku wobec Nuclear Blast… I powiem ci, że na razie idzie świetnie! Póki co, co druga osoba na koncercie kupiła płytkę. Nie wyjdziemy może na swoje na koniec trasy, ale jestem pewien, że z początkiem nowego roku już tak. Na razie, z zamówień wygląda na to, że przebijemy Sitra Ahra (poprzedni album grupy ? przyp. Aut.). Nie wiem jeszcze ile będzie zwrotów, ale to niezły wynik, jak na jednoosobową firmę i brak promocji.

 

Mówiłeś, że płyta jest częścią projektu artystycznego, tak samo trasa. Czym jeszcze jest to projekt artystyczny?

 

Album stanowi jakieś 75% tego projektu artystycznego ? transformacja utworów, które ludzie mogliby odrzucić w oryginale, w piosenki Theriona. Zwłaszcza młodzi ludzie we Francji by pewnie odrzucili oryginały. Dla ciebie, mnie, czy ludzi w Polsce mogą być ciekawostką, bo to stare, dziwne francuskie piosenki… nawet jak się nie podobają, to przynajmniej są ?dziwne?, a więc interesujące. We Francji byłyby uznane za starą, gównianą muzykę, której słuchali ich rodzice. A my chcieliśmy z tej muzyki zrobić coś, co zainteresuje młodych ludzi. To główna idea tego projektu. Poza tym szukaliśmy odpowiednich obrazów olejnych, ilustrujących poszczególne piosenki na płycie i tak dalej. Interesuje mnie też analiza społecznych zachowań, psychologii tłumu, w kontakcie z tym albumem. Na przykład, w kwestii promocji, wiedziałem, że po premierze pojawi się mnóstwo negatywnych opinii, wielu ludzi będzie wieszać na nas psy i zamieszczać wściekłe komentarze w sieci. Ludzie, którym coś się podoba, nie czują potrzeby pisania o tym, co najwyżej odpowiedzą na taki negatywny komentarz, podejmą dialog. Natomiast ci, którzy są niezadowoleni, muszą zaraz powiedzieć o tym całemu światu, ponieważ to jest takie ważne… Wiesz, ściągnąłem z sieci płytę w mp3 i mi się nie podoba, muszę więc napisać całą książkę telefoniczną negatywnych komentarzy (śmiech). Paradoksalnie, ci ludzie pracują na moją korzyść i to za darmo, tylko tego nie wiedzą. Robią najlepszą promocję, jaką możesz dostać, ponieważ każdy kto to przeczyta, pomyśli sobie ?co do chuja, muszę tego posłuchać?. Więc każdy, kto ma dostęp do internetu i lubi Theriona, po przeczytaniu takiego komentarza będzie chciał to sprawdzić. W ten sposób, każdy kto mógłby polubić nasz album, dowiaduje się o nim, a ja nie płacę za to nawet jednego euro za reklamę. Nie jest to potrzebne ponieważ ci idioci sami robią promocję, i z tego powodu zamówień mamy już blisko tyle, ile mieliśmy na Sitra Ahra. To jest właśnie częścią tego projektu artystycznego ? wykorzystanie psychologii tłumu, wszystkiego, czego dowiedziałem się przez te dwadzieścia pięć lat o tym, jak ludzie funkcjonują. To jest tak bardzo przewidywalne, że mógłbym z góry napisać komentarze, jakie pojawią się po wydaniu płyty, zamknąć je w kopercie, dać ją prawnikowi, z poleceniem publicznego otwarcia, aby każdy mógł przeczytać co napisałem, po ukazaniu się płyty i byłoby tam dokładnie to, co ludzie wypisują teraz.

 

Jednak większość profesjonalnych recenzji, które czytałem, jest bardzo pozytywna. Nie wiem czy nadal czytasz takie rzeczy…

 

Tak, czytam je. To też jest częścią projektu, aby poznać te opinie, ponieważ na co dzień tego nie robię. Teraz używam nawet swojego konta na facebooku, chociaż normalnie to olewam. Telewizji nie oglądałem od piętnastu lat. Gazety przestałem czytać z pięć lat temu. Wybudowałem domek w lesie, a miejsce gdzie żyję, jest dość odizolowane od reszty świata (śmiech). Prawie nie mam tam internetu. Ale muszę wejść w te media społecznościowe, aby poznać to, co się dzieje wokół albumu. To też jest część projektu artystycznego, tak samo jak teledyski (w momencie rozpoczęcia trasy ukazały się trzy nowe klipy zespołu ? przy. Aut.), których znaczenia nie tłumaczyłem. Częścia projektu jest poznanie reakcji ludzi, bez wyjaśnienia im, co teledyski symbolizują. Myślałem, że tydzień po ich premierze wyjaśnię, o co w nich chodzi, ale ludzie piszą takie niedorzeczne rzeczy, że zostawiam to na kolejne tygodnie, aby nadal pisali bzdury. W końcu je wyjaśnię, bo wszystkie mają głębsze znaczenie.

Planujecie też nakręcenie kolejnych klipów…

 

Jeszcze trzech, ale potrzebuję na nie pieniędzy, musimy więc sprzedać więcej płyt. Chciałbym wydać na nie mnóstwo kasy, ale nie mogę iść znowu do banku.. Już tam byłem i pożyczyłem 75 tysięcy euro, dołożyłem  jeszcze 10 tys. z własnej kieszeni. Póki co wydałem więc 85 tysięcy na przygotowanie albumu, muszę więc teraz odzyskać kasę. Raczej nie będzie możliwe nakręcenie tych teledysków przed styczniem przyszłego roku.

 

Czy możesz powiedzieć coś o pomysłach na te teledyski, czy to tajemnica?

 

To ma być niespodzianka. Jeden z nich prawdopodobnie będzie jednym z najlepszych rockowych teledysków, w ogóle. Zadziwia mnie, że nie wpadłem na ten pomysł wcześniej. Starałem się wymyślić, jak mógłby wyglądać perfekcyjny rockowy klip… Oczywiście to moje zdanie, ludzie mogą się z nim zgodzić lub nie, gusta są różne.

 

Pracujesz nad rock operą…

 

Pracę zaczniemy przyszłej jesieni. Na razie mamy czterdzieści minut muzyki klasycznej, które napisałem dla zwykłej opery, która nie została zrealizowana, bo nie byłem w stanie jej dokończyć. Jestem w stanie napisać najbardziej jaskrawe momenty takiej muzyki, jej silne akcenty, powiedzmy ?przeboje?,  jednak te części, które zabierają cię od jednej do kolejnej części przedstawienia, te ?nudne partie?… nie jestem w stanie ich napisać. Jestem chyba zniszczony przez muzykę rockową. Zdecydowałem więc, żeby po prostu operę w stylu Theriona. Jak dwugodzinne Via Nocturna, czy coś takiego. Na razie mamy tylko dwie rzeczy, 40 minut muzyki klasycznej i decyzję, by się tym zajmować dalej. To wszystko.

 


Zamierzasz współpracować z jakimś znanym kompozytorem, czy będziesz pracował nad operą sam?

 

Nie, zrobimy wszystko samemu. Zaplanujemy choreografię, dialogi i wszystko. Możemy skorzystać z usług profesjonalistów w przypadku choreografii, jeśli się nam nie uda zrobić tego samemu, ale zamierzamy spróbować wszystkiego. Nawet projektowania kostiumów. Dlatego to może zająć tyle lat, zamierzamy, aby wszystko było zrobione autentycznie przez zespół Therion.

 

Przeczytałem gdzieś, że powiedziałeś, że to będzie pierwsza prawdziwa rock opera. Co miałeś na myśli?

 

Ponieważ wyrażenie ?rock opera? jest mylące, nie ma w tym żadnej opery. Weź na przykład rock operę ?Jesus Christ Superstar?, jest świetna, uwielbiam ją, ale tam nie ma śpiewu operowego. Rock opery to tak naprawdę musicale rockowe. Albo… jak się nazywa ten zespół… Avantasia, to co oni robią nazywają rock operą, ale to po prostu metal, tylko, że śpiewany przez różnych wokalistów, odgrywających role. To nie jest opera, dlatego my chcemy stworzyć coś, co będzie odpowiadać rzeczywiście temu, co niosą słowa ?rock opera?. Naprawdę chcemy połączyć operę z muzyką rockową czy metalową. Chcemy wystawiać ją w teatrach i podobnych miejscach.

 

Lubię wiele waszych płyt, ale moją ulubioną jest Gothic Kaballah. Chciałbym cię zapytać co o niej teraz myślisz, po pięciu czy sześciu latach od premiery?

 

Bardzo ją lubię, chociaż byłem wtedy w trudnym okresie. Uważam, że wiele rzeczy mogłoby na niej być zrobionych lepiej, czy bardziej w naszym stylu. Oddałem wtedy dużo odpowiedzialności innym ludziom w zespole, co wyszło bardzo profesjonalnie i dobrze, ale płyta mogłaby mieć nieco cieplejszy klimat. To jedyna rzecz, której mi brakuje. Poza tym, utwory są świetne, produkcja również. Zdecydowaliśmy się zrobić bardzo progresywny album, oparty w dużej mierze o partie instrumentalne. Tak jakoś wyszło, naprawdę ją lubię.

 

Jest szansa, że będziecie jeszcze grali na żywo kawałki z pierwszych czterech albumów?

 

Raczej nie, bo już ich nie śpiewam.

 

A gdyby ktoś inne je śpiewał?

 

Właściwie to graliśmy Beauty In Black w Ameryce Południowej (w pierwszej połowie bieżącego roku ? przyp. Aut). Tak samo jak mały fragment twórczości Blitzkrieg, zespołu, który był protoplastą Theriona. Chcieliśmy zrobić tam coś, czego nie robimy na co dzień, w Europie. Południowoamerykańska publiczność przeważnie dostaje gorsze show. Wszyscy mają pełną produkcję sceniczną w Europie, a tam, ponieważ trzeba wszystko przewieźć samolotem, to jest gorszy sprzęt, dźwięk, scenografia i tak dalej. Więc ten raz chcieliśmy, aby to oni dostali coś specjalnego, czego nie robimy w Europie. Zagraliśmy więc trzy akustyczne koncerty, dla publiczności, która została wybrana losowo, 25-30 osób, które zaprosiliśmy na backstage. Zagraliśmy cztery lub pięć kawałków akustycznie, za darmo, aby dać im coś ekstra.

 

Jaka była reakcja widzów?

 

Niesamowita. W dodatku, graliśmy jeszcze cały album Secret Of The Runes. Kilka lat temu, na dwudziestolecie zespołu, graliśmy w Europie cały album Theli. Natomiast trasę na dwudziestopięciolecie zaczęliśmy w Ameryce Południowej. Zapytaliśmy więc, jaki album chcielibyście usłyszeć w całości? Odpowiedzieli, że Secret Of The Runes, a więc okey, zagraliśmy go… Wiesz, to coś specjalnego… Gdy ty kupujesz tutaj bilet na koncert, to w porównaniu do tego, co oni płacą za wstęp, twój jest znacznie tańszy. W relacji do tego, ile ty zarabiasz, a ile oni. Wyobraź sobie, że płacisz za bilet trzy razy więcej. Dla nich to mnóstwo pieniędzy i nie mogą sobie chodzić na każdy koncert, na który by chcieli. Dostarczenie im czegoś ekstra, sprawiało nam dużą przyjemność.

 

Wszyscy muzycy mówią, że południowoamerykańska publiczność jest wspaniała…  

 

Tak, a jednocześnie udział w koncercie jest dla nich często wyrzeczeniem. Pewnego razu w Boliwii, pod hotelem spotkaliśmy fana, który chciał plakaty, podpisy na koszulce i tym podobne rzeczy. Powiedziałem mu, że zobaczymy się na koncercie. Odpowiedział, że nie ma opcji, bilet jest za drogi. Mając rodzinę, nie mógłby oszczędzić takich pieniędzy nawet przez miesiąc. Zapytałem więc organizatora ile kosztuje bilet. Odpowiedział, że około siedmiu dolarów… Czasem to nie do przejścia. Tam właściwie nie ma klasy średniej. Są bogaci ludzie, którzy srają pieniędzmi i są obrzydliwie majętni i całe rzesze, którzy nie mają prawie nic… Jest jeszcze bardzo niewielka klasa średnia. W Europie większość ludzi należy do klasy średniej, nawet o tym nie myślimy. Nawet na wschodzie, nie ma dużo ludzi, którzy pracując w fabrykach, mieliby problemy z kupnem jedzenia. Oni mają samochód i wszystko…

 

 

 

 

W tym momencie przemiła dziewczyna ze strony organizatora koncertu, oznajmiła nam, że musimy kończyć, bo kolejny dziennikarz czeka na wywiad. Pozostało tylko podziękować za rozmowę i życzyć udanego koncertu. Jak bardzo był udany, mogliście przeczytać w naszej relacji.

 

                                                                                                                             

   rozmawiał: Igor Waniurski

foto: Therion

foto koncertowe: justisza