Mastodon – The Hunter

Skład: Troy Sanders- lead vocal, bass; Brent Hinds- lead vocal, guitars; Brann Dailor- vocals, percussion; Bill Kelliher- backing vocals, guitars

 1. Black Tongue; 2. Curl Of The Burl; 3. Blasteroid; 4. Stargasm; 5. The Octopus Has No Friends; 6. All The Heavy Lifting; 7. The Hunter; 8. Dry Bone Valle; 9. Thickening; 10. Creature Lives; 11. Spectrelight; 12. Bedazzled Fingernails; 13. The Sparrow

Mastodon to jedna z niewielu kapel, po której oczekiwania od wielu lat pozostają ogromne.

I nie bez powodu, bo każdy krążek Amerykanów to odkrywanie nowych szlaków w ich oryginalnym, muzyczynym stylu- przez sludge i hardcore (Remission) aż po rock/metal progresywny (Crack the Skye).

A czym kwartet zaskoczył nas tym razem? W trakcie nagrywania materiału perkusista zapowiadał, że nowy album brzmieć będzie jak „metalowe Led Zeppelin”. I tu nastały pewne obawy… Mocne słowa, biorąc pod uwagę styl Mastodon i różnice między tymi dwiema kapelami. Miałem wrażenie, że tym razem nie uda im się i płyta nie osiągnie takiego sukcesu jak poprzednie wydawnictwa.

Po pierwszych kilku przesłuchaniach nie miałem zdania na temat materiału. Jako ogromny fan grupy byłem ogromnie zaskoczony chwytliwością kompozycji. Tak naprawdę każdy utwór poprzez swoją melodyjność może zostać singlem. Przy sporych umiejętnościach technicznych muzyków wymaga się od nich dużo więcej (vide wspomniany wcześniej Crack the Skye) niż komponowanie materiału idealnego do słuchania w radio czy w pracy. To oczywiście pierwsze wrażenie.

Ta płyta wymaga wielu godzin, by ostatecznie dostrzec w niej zagrywki i finezję twórców. Brzmienie gitary zostało idealnie ukręcone przez zespół- przester jest bardzo wyraźny, a solówki na pierwszym planie budzą u mnie skojarzenia z latami siedemdziesiątymi i osiemdziesiątymi. I faktycznie, również z Led Zeppelin- przez ową melodię i grę perkusji. Na tym albumie nie jest może ona tak szybka, ale z pewnością momentami techniczna. Dailor to w końcu jeden z najlepszych prog metalowych bębniarzy na świecie. Bas jak zawsze jest dobrze wyważony, a wokale wyraźne.

Już pierwsze 2 utwory- Black tongue i Curl of the burl to istne „killery” koncertowe. Riffy są po prostu niesamowite, wpadają w ucho wspólnie z wokalem. Nie ma chyba osoby, która nie śpiewa refrenu Curl of the Burl (świetny pomysł z chórkiem!) wraz z całym zespołem. Mniej jest zabaw z metrum, przez co mimowolnie wybija się rytm utworów. Środek płyty jest nieco szybszy, a następnie nieco stonowany. Według mnie na tle albumu wyróżnia się jeszcze utwór tytułowy, The sparrow oraz Creature lives. Nie mam na myśli tego, iż reszta jest gorsza. Pozostałe kawałki są bardzo dobre, jednak te szybciej wpadają w ucho i zostają w pamięci.

Warto nadmienić, że gościnnie na płycie zaśpiewał wokalista Neurosis, znanej grupy post metalowej. Sam fakt świadczy już o popularności Amerykanów i ich pozycji na świecie.

Tym razem jako kompozytor udzielał się również bębniarz- stąd może wynika budowa utworów oraz ich koncepcja. Wokalnie udzielili się wszyscy.

Podsumowując- Mastodon znów pozytywnie zaskoczył. Zagorzałym fanom wcześniejszego stylu grupy oraz ogólnej progresji krążek ten prawdopodobnie się nie spodoba. Jednak reszta, która jest bardziej otwarta na muzyczne doznania powinna album mieć już na półce. Zdecydowanie jeden z faworytów na najlepszą metalową płytę roku 2011.

I kolejny krok rozwoju grupy.

 Ocena – 9/10

Krystian Łuczyński